sobota, 23 lutego 2013

One grand moment

Taylor
Siedziałem z twarzą w rękach. Jak mogło do tego dojść, dlaczego, nie byłem tam wtedy z nią, dlaczego akurat z pośród wszystkich przechodniów musiała to być Sky... 
Z ciemnego korytarza wyłonił się lekarz. Jego fartuch był sterylnie czysty. Wstałem. 
 - Mam... wiadomość. - powiedział. Nie był to ton, który przejawiał jakiekolwiek współczucie. Sky była po prostu kolejną pacjentką. 
 - Są różne rodzaje wiadomości. O jaką panu chodzi? - wyszeptałem. 
 - Ona... Była bardzo silna. - już wiedziałem, o co chodzi. Usiadłem z powrotem. Zamknąłem oczy. - Niestety... Straciła za dużo krwi, transfuzja nie przyniosła pożądanego skutku. W dodatku złamała podstawę czaszki. Nie mogła przeżyć... 
 - Dziękuję. - powiedziałem słabym głosem. Nie chciałem się załamywać. Choć byłem o krok od płaczu. 
Powoli wstałem i skierowałem się do wyjścia. Nie mogłem już dłużej tam siedzieć. Rozpacz rozsadzała mnie od środka. Kiedy jechałem do hotelu, czułem się jakbym utracił część siebie. Tą część, która pozwalała mi kochać. 
***
Epilog
Jest już rano. Słońce nieśmiało zagląda do pokoju Taylora. Mężczyzna uśmiecha się do siebie. 
W końcu ma już swoje lata. Dożył spokojnej starości. Po śmierci Sky odszedł z Paramore. Nie mógł patrzeć na te zdradzieckie twarze, te twarze, które kiedyś uważał za najdroższych przyjaciół. 
Jeremy dostał wyrok. Okazało się, że to właśnie on tak potrącił Sky. Gdyby dziewczyna nie umarła, siedziałby zapewne tylko kilka lat. Ale obrażenia były tak niefortunne, że nie dało się jej uratować. W związku z tym, Davis odsiedział swoje. Dostał dwadzieścia lat, ale już nigdy nie zaznał smaku wolności. Jego współlokator był bardzo brutalny. Zapłacił najwyższą cenę. 
Taylor jest już tym wszystkim zmęczony. Wie, że powoli nadchodzi jego czas. Nigdy nie pokochał już żadnej kobiety. Jego serce do ostatniej chwili należało do Sky. 
Serce Taylora powoli zwalniało. Przed ostatecznym momentem zdążył jedynie pomyśleć: 
 - Do zobaczenia, Sky. 

And finaly it seemed that the spell was broken

Sky
Spadałam...
Ktoś... Lub coś próbowało mnie wyciągać z otchłani... 
Nie wiedziałam gdzie jestem, ani co się dzieje... 
Widziałam tylko czerń i pamiętałam o czerni, ale wiedziałam, że niedługo ta pamięć także zginie...
Nie chciałam się budzić. 
Chciałam tylko, żeby wszystko umilkło. 
Tak bardzo bolała mnie głowa... 
Słyszałam wszystko. Rozmowy ludzi. Szepty tych, których już dawno nie ma. 
W pewnym momencie wszystko zagłuszył pisk zapomnianego przeze mnie mechanizmu. 
Już nikt nie próbował mnie obudzić. 
Wreszcie zasnęłam. 

środa, 20 lutego 2013

Hollows of my eyelids

Taylor
Przyjechałem do szpitala zaraz po odebraniu telefonu. Lekarze powiedzieli, że Sky jest w ciężkim stanie. Nie mogli już dłużej podawać jej morfiny. Lek, który trzymał ją przy życiu jednocześnie ją zabijał. 
Nie musiałem czekać długo. Już po kilkunastu minutach wywieźli Sky. Leżała na jakimś stole na kołach. Jej blada twarz otoczona była jasnymi włosami, tak dobrze mi znanymi, dziś splamionymi krwią i brudem z ulicy. Rana była głęboka i cały czas krwawiła. 
Boże, Sky...
Opamiętałem się i krzyknąłem do lekarza. 
 - Muszę iść z wami! Muszę być z nią... 
 - Nie może pan. To będzie cud, jeśli ona przeżyje. Ma nikłe szanse na przeżycie. Musiała mieć już dużo szczęścia, że żyje do tej pory. Puls jest bardzo słaby. 
Lekarz i Sky zniknęli za rogiem, a ja nie potrafiłem się ruszyć. Chciałem biec za nimi, krzyczeć, wrzeszczeć z rozpaczy. Ale nie mogłem. 
Kilka minut później na miejscu była już Hayley. 
 - Co z nią? - zapytała, jakby chodziło o obiad. 
 - Czemu tak długo? - spytałem. 
 - Zdecydowaliśmy przećwiczyć kilka piosenek. Data wydania albumu zbliża się wielkimi krokami, a- 
 - Hayley, czy ty się słyszysz? Sky jest w stanie ciężkim, nie wiadomo, czy przeżyje tę operację. A wy graliście piosenki? - słowami nie mogłem wyrazić tego, co wtedy czułem. Furia rozsadzała mnie od środka. 
 - Tak. Trochę trudno było bez ciebie, bo gitara jednak jest niezbędna.  - jej ton był spokojny i obojętny, jakby rozmawiała o pogodzie. 
 - Nie możesz przedkładać sprawy albumu nad życie Sky! - wybuchnąłem. 
 - To chyba ty gubisz priorytety. Taylor, jesteś w Paramore od pięciu lat. Sky od... Miesiąca? Dwóch? I nie od razu między wami zaiskrzyło. Pamiętasz? Byłeś przeciwny nowemu członkowi zespołu. 
 - Bo wtedy nie wiedziałem, że będzie to Sky!
 - Zabawny jesteś. Zresztą, ona nie jest warta tego zachodu. 
Uleciały ze mnie wszystkie emocje. Zostało tylko dziwne poczucie pustki i chłód. 
 - Już wiem, czemu Zac i Josh odeszli z zespołu. Na początku nie zwracałem na to uwagi, ale teraz to widzę. Jesteś samolubna, Hayley. Samolubna i egoistyczna. - powiedziałem zimno. 
Usiadłem na jednym z krzeseł w poczekalni i zamknąłem oczy. Kiedy otworzyłem je znowu, Hayley zniknęła. 

piątek, 1 lutego 2013

And I'm loosing blood...

Sky
 - Ja to wiem.  - wyszeptałam. 
Poniekąd jakaś część mnie krzyczała, że nie jestem w stanie prowadzić takich rozmów. Jednak kazałam jej się zamknąć. 
Taylor wyglądał jakby go zmroziło. Nie dziwiłam mu się. Zamknęłam oczy. Poczekam na jego odpowiedź, choćbyśmy mieli milczeć przez całą noc. Byłam przyzwyczajona do ciszy. Cisza była moją przyjaciółką, sprzymierzeńcem.
Już prawie zasypiałam, kiedy usłyszałam szept Taylora.
 - Ja też cię kocham. 
Uśmiechnęłam się. Zasnęłam. 
***
Na następny dzień musieliśmy iść przećwiczyć piosenki do nowego albumu, więc obudziliśmy się wcześnie. Hayley wróciła w nocy i nas obudziła, więc spędziliśmy trochę nocy w domu. 
Z braku ubrań w szafie, musiałam ubrać się w ubrania Hayley. Większość spodni była na mnie za luźna w pasie, więc wybrałam legginsy i zwykłą czarną koszulkę. Hayley zmusiła mnie do wciśnięcia się w spódniczkę, więc wyciągnęłam różową, falbaniastą spódniczkę długości... Krótkiej. Nienawidziałam spódnic.
Wcisnęłam na stopy Martensy, i wyszłam. Mieliśmy być tam o dziesiątej, ale chciałam jeszcze pochodzić po mieście. Patrzyłam na wystawy sklepów ze słodyczami. Na śniadanie wypiłam tylko trochę kawy. Odpędzając od siebie ideę zjedzenia na śniadanie lukrecji, podążyłąm dalej. Postanowiłam przejść przez ulicę, bo zauważyłam coś po drugiej stronie.
Naszyjnik.
Byłąm już w połowie drogi, kiedy poczułam, że coś uderzyło mnie w nogi. Upadłam, uderzając głową w ziemię. Brudne koła samochodu zatrzymały się tuż przed moim nosem. Byłam śpiąca.
Spadałam...