Taylor
Kiedy wróciliśmy do domu, wciąż nie mogłem się otrząsnąć z euforii, jaka mnie ogarniała od środka. Czułem, jakbym mógł zagrać milion koncertów. Napisać milion piosenek. Wszystko dzęki jednej dziewczynie.
Dotarliśmy do domu. Sky nuciła jakąs melodię. Czasmi miałem wrażenie, że ona żyła w jej własnym świecie. Czasami tylko bywała w naszym.
Dotarliśmy do domu. Sky nuciła jakąs melodię. Czasmi miałem wrażenie, że ona żyła w jej własnym świecie. Czasami tylko bywała w naszym.
Wysiedliśmy z czarnego Renault. Zacząłem przeszukiwać kieszenie w poszukiwaniu kluczy. Nic.
- Sky, czy nie obraziłabyś się, gdybyśmy dziś spali w aucie? Nie wziąłem kluczy...
Spojrzała na mnie niebieskimi oczami o odcieniu lodu.
- Nie. Ale Hayley przyjedzie jutro? - odpowiedziała z lekkim uśmiechem na twarzy.
- Nie wiem. Na pewno nie z samego rana. Znasz ich.
Uśmiechnęła się do siebie zamyślona. Chyba zawsze taka była. Zamyślona i nieobecna.
- Taylor... Chciałabym coś sprawdzić. - powiedziała cicho, wbijając wzrok w podłogę.
Podeszła do mnie i wspięła się na palce. Popatrzyła mi w oczy i pocałowała mnie. Objąłem ją w talii i przysuwając bliżej do siebie, odwzajemniłem pocałunek. Kiedy tak staliśmy, czułem jakby pragnienie wypalało mnie od środka. Kiedy się odsunęła, miała urocze rumieńce na policzkach. Miałem wielką ochotę pocałować ją jeszcze raz.
- I co chciałaś sprawdzić? - spytałem z uśmiechem.
- Czy to w pokoju, to bylo na serio - spuściła wzrok - Możesz uznać, że to głupie...
- Boże, Sky, nie! Możesz sprawdzić jeszcze raz, dla pewności - wyszczerzyłem zęby w łobuzerskim uśmiechu.
Pocałowała mnie w policzek. Szkoda, próbowałem.
- Jeśli mamy spać w aucie, włączysz ogrzewanie. - zakomenderowała.
- Przecież wiesz, że mam słaby akumulator! - odpowiedziałem bezradnie.
- Tak, ale to ty zapomniałeś kluczy. - zakończyła temat z uśmiechem.
Poniekąd cieszyłem się z tej sytuacji. Noc ze Sky to zawsze ciekawa perspektywa. Nieważne jak by to brzmiało.
Weszliśmy do samochodu. Nasze oddechy w zetknięciu z zimnym powietrzem zamieniały się w obłoki pary.
Spojrzałem na Sky. Jej jasne blond włosy błyszczały w świetle samochodowego światła. Boże, była tak piękna. Zerknęła na mnie. Odwróciłem wzrok. Najwyraźniej było jej niezręcznie, gdy ktos ją obserwował.
- Taylor... Kiedyś myślałam, że miłość to tylko puste słowo, które można odwołać. Które można podważyć. I kiedyś ktoś stopniowo bardzo utwierdził mnie w tych przemyśleniach. Jednak ty w jednej chwili zmieniłeś cały mój światopogląd. Wyda ci się to dziecinne, ale myślę, że cię kocham.
Nie wiedziałem, co powiedzieć. Chwilę przed tem, mógłbym wygłosić poematy na ten teamt, ale Sky w jednej chwili odebrała mi zdolność do mowy.
- Myślisz... Czy jesteś pewna? - zdołałem wykrztusić.
Spojrzała na mnie z poważnym wyrazem twarzy.
- Ja to wiem.
- Sky, czy nie obraziłabyś się, gdybyśmy dziś spali w aucie? Nie wziąłem kluczy...
Spojrzała na mnie niebieskimi oczami o odcieniu lodu.
- Nie. Ale Hayley przyjedzie jutro? - odpowiedziała z lekkim uśmiechem na twarzy.
- Nie wiem. Na pewno nie z samego rana. Znasz ich.
Uśmiechnęła się do siebie zamyślona. Chyba zawsze taka była. Zamyślona i nieobecna.
- Taylor... Chciałabym coś sprawdzić. - powiedziała cicho, wbijając wzrok w podłogę.
Podeszła do mnie i wspięła się na palce. Popatrzyła mi w oczy i pocałowała mnie. Objąłem ją w talii i przysuwając bliżej do siebie, odwzajemniłem pocałunek. Kiedy tak staliśmy, czułem jakby pragnienie wypalało mnie od środka. Kiedy się odsunęła, miała urocze rumieńce na policzkach. Miałem wielką ochotę pocałować ją jeszcze raz.
- I co chciałaś sprawdzić? - spytałem z uśmiechem.
- Czy to w pokoju, to bylo na serio - spuściła wzrok - Możesz uznać, że to głupie...
- Boże, Sky, nie! Możesz sprawdzić jeszcze raz, dla pewności - wyszczerzyłem zęby w łobuzerskim uśmiechu.
Pocałowała mnie w policzek. Szkoda, próbowałem.
- Jeśli mamy spać w aucie, włączysz ogrzewanie. - zakomenderowała.
- Przecież wiesz, że mam słaby akumulator! - odpowiedziałem bezradnie.
- Tak, ale to ty zapomniałeś kluczy. - zakończyła temat z uśmiechem.
Poniekąd cieszyłem się z tej sytuacji. Noc ze Sky to zawsze ciekawa perspektywa. Nieważne jak by to brzmiało.
Weszliśmy do samochodu. Nasze oddechy w zetknięciu z zimnym powietrzem zamieniały się w obłoki pary.
Spojrzałem na Sky. Jej jasne blond włosy błyszczały w świetle samochodowego światła. Boże, była tak piękna. Zerknęła na mnie. Odwróciłem wzrok. Najwyraźniej było jej niezręcznie, gdy ktos ją obserwował.
- Taylor... Kiedyś myślałam, że miłość to tylko puste słowo, które można odwołać. Które można podważyć. I kiedyś ktoś stopniowo bardzo utwierdził mnie w tych przemyśleniach. Jednak ty w jednej chwili zmieniłeś cały mój światopogląd. Wyda ci się to dziecinne, ale myślę, że cię kocham.
Nie wiedziałem, co powiedzieć. Chwilę przed tem, mógłbym wygłosić poematy na ten teamt, ale Sky w jednej chwili odebrała mi zdolność do mowy.
- Myślisz... Czy jesteś pewna? - zdołałem wykrztusić.
Spojrzała na mnie z poważnym wyrazem twarzy.
- Ja to wiem.