poniedziałek, 21 stycznia 2013

Shout it from the roof tops.

 Wyszłam biorąc ze sobą jedynie buty, nie zważając na zalegający śnieg. W końcu miałam być na zewnątrz tylko przez chwilę.
Przeszłam przez ruchliwą ulicę nucąc jedną z nowych piosenek. Nerwowo zaczęłam nakręcać pasmo włosów na palec. Co jeśli tylko Katherine będzie w domu? Jak mnie przyjmie? Chyba nie wytrzymałabym, gdyby miała mój naszyjnik na szyi... W sumie, to przecież właśnie po to tam szłam.
Minęłam kilka sklepów i wspięłam się na małe schody. Wzięłam głęboki wdech i zapukałam do wielkich drewnianych drzwi.
Nie otwieraj.
Nie otwieraj.
Nie otwieraj.
Nie otwieraj.
 - Cześć, Sky! Cóż za niespodzianka!
Cholera. Otworzyła.
 - Cześć, Kat. Mogę wejść?
 - Oczywiście, zapraszam, ty tak tylko w T-shircie?
 - Tak, śpieszyłam się.
 - Co może być tak ważne? Zrobić Ci herbaty, kawy?
 - Zieloną herbatę poproszę - rozejrzałam się po domu.
Był całkiem ładnie umeblowany, troszkę w stylu vintage, ale nadal można było zauważyć ślady bytu basisty.
 - Co cię tu sprowadza? - spytała Katherine z uśmiechem.
Przecież nie mogłam powiedzieć prawdy. Nadal nie byłam pewna, czy to na pewno był Jeremy.
 - Po prostu chciałam z kimś pogadać.
Wyjrzałam przez okno. Ktoś powinien je umyć.
Usłyszałam za mną kroki.
Jeremy.
Nie odwróciłam się. Spoglądałam wciąż w okno, a on zachowywał się, jakby mnie nie było.
Miał w ręku coś srebrnego. Już wiedziałam, co to jest. Wstałam.
Patrzył na mnie, zamurowany. Podeszłam do niego i wyrwałam mu naszyjnik z ręki. Podeszłam do drzwi.
Nikt nie próbował mnie zatrzymać. Wyszłam.
Pierwszy raz od bardzo dawna poczułam wyrzuty sumienia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz