sobota, 26 stycznia 2013

Falling out of love is hard.

W domu zastałam Taylora. Ciągle zdyszana po szybkim marszu zdjęłam buty.
 - Przecież mówiłam Ci, żebyś nie przyjeżdżał.
 - Ale przyjechałem. To jest też mój dom. - powiedział patrząc na mnie.
No tak. Mieszkaliśmy wszyscy razem. Oprócz Jeremy'ego i Katherine.
Postanowiłam się przebrać. Prawie ciągle chodziłam w jednej bluzce. Wybrałam T - shirt Ramones i czarne jeansy. Zerknęłam w lustro. Moje włosy sterczały we wszystkie strony a na policzkach wciąż miałam rumieńce. Byłam strasznie blada.
Taylor pojawił się w pokoju. Patrzył na mnie dziwnie.
 - Co dziś w telewizji?  - starałam się nawiązać rozmowę. Cisza była niezręczna. Chyba, że to ja milczałam.
 - Nie wiem. I tak chyba nie będzie sygnału. Hayley Ci mówiła? Dzieciaki z naprzeciwka postanowiły porzucać kamieniami.
 - Nie lubię dzieci. - stwierdziłam - Są rozkapryszone i nie słuchają się starszych.
 - Ja chyba też nie. Chyba, że byłyby to moje własne dzieci. - wyszczerzył zęby w uśmiechu. Wydawało mi się, że chciał powiedzieć coś jeszcze.
Chwyciłam za szczotkę i uczesałam włosy, tylko po to, żeby coś zrobić. Poczułam ręce Taylora na moich biodrach. Zamarłam.
Powoli się odwróciłam. Jego twarz była prawie na wysokości mojej. Przeniósł jedną rękę z mojej talii na szyję. Zamrugałam nerwowo. Jego palce były gorące na mojej skórze.
Musnął wargami moje własne. Objęłam go i odwzajemniłam pocałunek. Staliśmy tak przez chwilę aż delikatnie się ode mnie odsunął. Popatrzył na mnie niepwenie.
 - Przepraszam. - wymamrotał - Nie wiem co we mnie...
 - Nie  musisz przepraszać.
W jakiś sposób tylko on wiedział, czego mi trzeba.
 - Chyba trzeba zrobić jakiś obiad. Hay powinna tu być za chwilę.
 - Nie, pojechała do Chad'a. Może zjemy coś na mieście? Nie mam ochoty czekać.
Zgodziłam się. Wkrótce byliśmy już w przytulnej małej knajpie. Zamówiłam tylko kawę i bajgla. Właściwie to nie miałam na niego ochoty. Chyba zjadłam go dla zasady.
 - Sky, zamów coś jeszcze. Przecież musisz coś jeść. - powiedział Taylor.
 - Nie, wcale nie muszę. I nie, nic już nie zjem. Jestam pełna.
 - Nie wierzę Ci. Nikt nie najadłby się jednym czarstwym bajglem. A po za tym i tak jesteś za chuda.
 - Na miłość boską, dlaczego wy wszyscy tak uważacie? Nie jestem chuda, jestem normalna.
 - Jak chcesz. Nie marudź potem, że jesteś głodna.
 - O mnie się nie martw. Pójdziemy gdzieś jeszcze? Nie chcę wracać do domu...
Zamyślił się.
 - Tak. Jest jedno miejsce, w które chcę cię zabrać.
Taylor dokończył ravioli i zapłacił za obiad. Ja chciałam to zrobić, ale on nie chciał mi pozwolić.
No cóż, nie będę płakać.
Wyszliśmy i Taylor pokierował mnie do parku. Zastanawiałam się, co chciał mi pokazać.
Podążałam za nim. Wydawało mi się, że zagłębiamy się coraz bardziej w las, który częściowo rósł w parku.
 - Taylor, zaraz będzie tu chodził policjant. Musimy wracać, bo inaczej...
 - Nie martw się. Nikt nas nie złapie.
Ruszył prawie niewidoczną ścieżką. Weszliśmy do lasu.
 - Taylor, ja nie zamierzam płacić kary.
 - Już prawie jesteśmy.
Odsłonił ścianę gałęzi. Zanimówiłam.
 - Taylor, ja...
 - Ciiicho. Po prostu patrz.
Pokazał mi świetliki. Milion świetlików tańczących w wieczornym świetle księżyca. Łzy spłynęły po moich policzkach i z cichym kap spadły na ziemię. Obejrzałam się za siebie. Taylor patrzył na mnie tym samym wzrokiem, co w domu.
 - Taylor, to jest najpiękniejsza rzecz, jaką kiedykolwiek ktoś mi pokazał.
Rzuciłam mu się w ramiona. Moja głowa leżała na jego klatce piersiowej, tak, że mogłam słyszeć jego serce.
Pierwszy raz w życiu byłam pewna, kogo tak naprawdę kocham.

3 komentarze: