poniedziałek, 31 grudnia 2012

Tell them I was happy.

Byłam sama w domu, kiedy usłyszałam pukanie do drzwi. Powoli wstałam z kanapy, żeby nie zaplątać się w koc, podeszłam do drzwi i spojrzałam przez wizjer. To był Jeremy. Szybko pobiegłam po klucze i drżącymi rękoma próbowałam otworzyć zamek.
 - Nie dam rady otworzyć, coś się zacięło! - skłamałam i wyrzuciłam klucze przez otwór na pocztę.
Jeremy wszedł do domu i zamknął za sobą drzwi.
 - Hej - powiedziałam z łobuzerskim uśmiechem.
 - Witaj.
Wiedziałam, że jest Kat. Ale to nie była moja wina, że za każdym razem kiedy go widziałam moje serce robiło salto.
 - Co u Ciebie? Chcesz kawy?
 - Nie, dziękuję. Gdzie jest Hayley?
Dlaczego był taki oschły? Co się z nim stało? A może to ja byłam problemem..?
 - Poszła do... sklepu. - skłamałam. - Ale zaraz wróci.
 - Ok, poczekam.
Usiadł na krańcu kanapy, tak, że miałam wrażenie, że zaraz spadnie.
 - Więc... - odezwał się po długiej ciszy. - Jak czujesz się jako perkusistka zespołu?
 - Trochę się gubię - zaczęłam ostrożnie - ale chyba coraz lepiej. W dodatku teraz ta trasa i nowy album.
 - Mhm. - wyglądał, jakby zapytał po prostu z uprzejmości, ale za bardzo go to nie obchodziło.
 - A jak Ci się układa z Kat?
 - Wiesz, chyba coraz gorzej.
Ktoś otworzył drzwi. Poczułam lekki zawód. Jeremy rozpromienił się.
 - O, Hayley! O wilku mowa!
Przecież wcale o niej nie rozmawialiśmy.
 - Hej, Jerm! Właśnie o Tobie myślałam.
Kłamstwo. Wracała od Chad'a. Ona myślała tylko o nim.
 - To ja pójdę... Na górę - powiedziałam głośno.
Wbiegłam po schodach i spotkałam Taylora. Musiałam być zbyt rozkojarzona, żeby zwrócić na niego uwagę, kiedy wchodził do domu razem z Hay.
 - Cześć Taylor.
 - Hej, Sky - uśmiechnął się na mój widok; przynajmniej on jeden. - Ej... Co się dzieje?
Podniósł mój podbródek szukając na mojej twarzy łez, jednak ich tam nie było.
Ten jeden raz.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz