czwartek, 27 grudnia 2012

Dreams are like angels.


Sky
Wpatrywałam się w zamglony las naprzeciwko hotelu. Wydawało mi się dziwne, że postanowili ocalić te drzewa. W rękach trzymałam ciepły kubek wypełniony zieloną herbatą. Było mi ciepło w starym swetrze. Pociągnęłam łyk napoju i skrzywiłam się.
 - Tay, to jest ohydne.
 - Sorry – wyszczerzył zęby w uśmiechu.
Właściwie nie potrafię określić jak zaczęła się moja przygoda z Paramore. To było tak absurdalne, że do dziś nie mogę w to uwierzyć.
 - Sky? – podszedł do mnie – Sky, co się dzieje?
Po moim policzku przetoczyła się łza.
 - Właśnie uświadomiłam sobie, jakie mam szczęście, Tay. Jestem cholernie szczęśliwa.
Przytuliłam głowę do jego policzka. Nie zauważyłam kiedy wziął mnie w objęcia.
 - Uświadamiam sobie to codziennie.
Uśmiechnął się lekko.
 - Mam nadzieję, że tak zostanie – wymruczał w moją głowę; traktował mnie jak młodszą siostrę – Jesteśmy w trasie, Sky. O Paramore nigdy nie było aż tak głośno, jak teraz. Musisz uwierzyć, że wszystko będzie dobrze.
 - Wierzę. Boję się, że to ja nie okażę się wystarczająco dobra.
 - Jesteś wystarczająco dobra. Bo nie boisz się być sobą, i robić to, co do ciebie należy. Tacy ludzie są potrzebni światu.
I właśnie w tym momencie tak naprawdę uwierzyłam. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz